Znów powrót do szarej codzienności

I znów powrót do szarej codzienności. Dlaczego tak musi być? Nie do końca wiem, ale skoro tak musi być, to niech sobie będzie, jakoś to przeżyję. Rekolekcje już się skończyły. Teraz znów trzeba iść do szkoły, gdzie mimo wszystko jest pełno stresu. Nie jestem z tego faktu zaadowolona. Jutro jest teeeeeeeeeest. Trochę się boję czy dobrze zrobię część matematyczną. Ćwiczyłam dzisiaj i nietylko dzisiaj, ale co z tego? najważniejsze to zachować głowę. Jeśli będę myśleć logicznie i jeśli stres nie weźmie nade mną góry, to na pewno to wszystko pozaliczam. Tak przynajmniej myślę. No z pewnością nie zrrobię tego perfekcyjnie, ale jakoś tam zrobię. Jutro jest ten test na pierwszych dwóch godzinach lekcyjnych. Ale to tylko próbny i mogę się tym pocieszać. Przecież muszę się trzymać, żeby mi starczyło siły na ten prawdziwy, właściwy test. Prawda?
Chachachachachechechechechachachachachachachachachachechech!
Serdecznie pozdrawiam!

Fajne, ciekawe spotkanie

Dzisiaj było bardzo fajnie, bo w szkole mięliśmy spotkanie z takim panem, który jest niepełnosprawny, ale mimo to dużo podróżuje. Nie wymieniłam imienia i nazwiska z określonych powodów, których wolałabym nie podawać. Ten pan po wypadku bardzo długo leżał w szpitalu i tam tak trochę się załamał. Zastanawiał się, co może robić, skoro jest osobą niepełnosprawną. Rodzina tego pana bardzo chciała załatwić Mu spotkanie ze znanym podróżnikiem. Niebardzo się to udało, ale już po wyjściu ze szpitala ten pan poszedł do domu wspomnianego podróżnika, a on zaproponował wyprawę na (jeśli coś mi się nie pomieszało) Biegun Północny. Ten człowiek po wypadku z początku nie chciał wierzyć, że to prawda, ale w końcu uświadomił sobie, że może tego dokonać. Oprócz wyprawy na Biegyn Północny odbył wiele różnych innych podróży. Opowiadał nam o przygodach, które przerzywał w tym czasie, co bardzo mnie ciekawiło i kiedy spotkanie dobiegło końca, było mi przykro, że tak szybko to zleciało. Zadawałam temu panu sporo pytań.
To na tyle. Odezwę się jeszcze.
Pozdrawiam wszystkich!

Luźniejszy tydzień niż zazwyczaj

Dzisiaj uczyłam się matmy. muszę jeszcze odrobić polski no i może jeszcze trochę matematykę powtórzę, bo jutro mam klasówkę. A zbliżający się tydzień będzie pewnie taki jak zwykle no z jedną może różnicą.
Otóż, ten tydzień będzie luźniejszy niż zazwyczaj, bo we wtorek, środę i czwartek będą rekolekcje. I z tego powodu po południu będę miała więcej luzu. Odpocznę sobie od tego wszystkiego. Nie będę musiała wciąż pamiętać o tym, że muszę się spieszyć z odrabianiem lekcji, bo następnego dnia znów trzeba iść do szkoły.
Może trochę sobie poleniuchuję? Może po przyjściu do domu któregoś dnia usiądę, tu, na Klango? A może będę słuchać muzy i oglądać telewizję? No jest bardzo dużo rzeczy, które mogłabym wtedy robić, ale nie będę ich wszystkich tu wymieniać, bo to nie ma żadnego sensu.
Zanosi się na to, że w te dni, w których będą rekolekcję, będę codziennie wracała do domu koło czwartej po południu. Więc myślę, że będzie fajnieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee! O nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee. Nie ma co się łódzić. Przecież to przeleci jakby ktoś trzasnął z bicza, a potem znowu będzie tak samo, jak przedtem. A w piątek jest teeeeeeeeeeeeeeeeest! Ale, jak to zwykle robię w podobnych sytuacjach - jestem dobrej myśli, a przynajmniej staram się myśleć pozytywnie o takich sprawach, jakta.
Pozdrawiam cieplutko wszystkich Klangowiczów!

Jakiś czas temu

Dziś - no nie wiem dokładnie, w każdym razie już jakiś czas temu, może z pół godzinki - odrobiłam pisemnie angol, pouczyłam się historii, matmy i angielskiego. Chciałam pograć, ale fragment utworu wyleciał mi z głowy, więc póki co nie będę siadać do pianina. Nietylko dlatego, że nie pamiętam utworu, ale też dlatego, że mi się nie chce. Chcę po południu pograć. I to chyba będzie wszystko, co mam dzisiaj do zrobienia. No są jeszcze te nieszczęsne audycje muzyczne, ale na nie też przyjdzie kolej. Teraz piszę na Klango ze znajomymi i może zmienię sobie opis. Jeszcze nie mam na niego pomysłu, ale może z czasem coś wymyślę. Może trochę muzy posłucham? A może w necie poszperam i coś tam sobie z niego poczytam? A może jeszcze coś tu naskrobięęęęęęęęę? Pożyjemy, zobaczymy!

Jak co dzień

Dzisiejszy dzień był jak co dzień. Ojoj, trochę mi się z tego zrobiło masło maślane, jak to się mówi, ale to nie szkodzi. Ważny jest sens. Wczoraj miałam szczęście i dostałam szóstkę z angielskiego za przetłumaczenie czytanki. No nie wiem jak to zrobiłam!
A dzisiaj nic szczególnego się nie działo. Miałam małe problemy z tym blogiem, bo nie mogłam dodać nowego wpisu. Jak prubowałam to zrobić, to gadacz mówił mi coś po angielsku, a ja rozumiałam tylko końcówkę, czyli” spróbuj później. Ale teraz jest już wszystko w porządku i mogę tu pisać. Tylko nie za bardzo wiem o czym. Miało być o dzisiejszym dniu, ale zdaje się, że podałam już najbardziej, moim zdaniem, istotne informacje, więc chyba będzie lepiej, jeśli skończę ten wpisik.
Pozdro!

Same nudy

U mnie same nudy. Nic nowego i wszystko po staremu. Dzisiaj pani od polskiego podała wyniki tego sprawdzianu z gramatyki, o którym już pisałam. I dostałam z niego piątkę z minusem. Zdaje się, że całe zadanie dodatkowe było dobrze a w obowiązkowym wkradło mi się kilka błędów.
Ale tak naprawdę nic szczególnego się nie dzieje i wszystko jest prawie takie samo, jakie było dawniej.

Miałam dzisiaj fajny dzionek

Dzisiejszy dzień był fajny, bo impreza się udała. Była taka przyjazna atmosfera, wszyscy się śmiali i żartowali. Piłam kolę i szampana chyba pikolo. Jadłam pyszne ciasto. No ogólnie było po prostu superrr. I jak impreza się skończyła to było mi trochę przykro, że ten czas minął tak szybko.
Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko!

Jestem z siebie zadowolona

Jestem z siebie zadowolona, bo dużo dzisiaj zrobiłam: powtórzyłam cały materiał do sprawdzianów z historii i przyrody, odrobiłam domowe prace pisemne z wyżej wymienionych przedmiotów, przegrałam ze dwa razy utwór na pianinie i napisałam gramatykę. Muszę jeszcze napisać dwa zadania z matematyki i pouczyć się do sprawdziany z audycji muzycznych, ale pewnie i tak uda mi się w tym tygodniu zaliczyć tylko część teoretyczną, bo chcę lepiej się przygotować do tych sprawdzianów, które mam w zwykłej szkole. Naukę audycji muzycznych chyba zostawię na jutro. A może uda mi się zmobilizować i zrobię to dzisiaj? No nie wiem, jeszcze zobaczę.

Chciałam odrabiać lekcje, ale…

Chciałam odrabiać gramatykę. Myślałam nawet o tym, żeby jednocześnie odrabiać i być tu na Klanngo, ale już po prostu nie mam siły. Muszę się wyluzować. Jutro będę musiała cały dzień charować, ale mówi się trudno. Dzisiaj muszę odpocząć od tego wszystkiego, bo inaczej mnie coś trafi. . Mówię całkiem poważnie! Lekcji mam dużo zadane. No dobra wymienię to, co muszę zrobić w weekend: odrobić dwa zadania z matematyki, pisemne prace domowe z historii i przyrody, uczyć się do sprawdzianów z historii, przyrody i audycji muzycznych. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze gra na pianinie, odrabianie tej nieszczęsnej gramatyki i zrobienie kartki wielkanocnej. Nie wiem czy czegoś nie pominęłam, ale tak czy inaczej lekcji do odrobienia jest mnóstwo. Chcę je zrobić w sobotę, co się pewnie nie uda. Dlaczego w sobotę? Dlatego, że w niedzielę szykuje się u mnie impreza i zdaje się, że będę miała czas tylko do czternastej, co jest masakrą do potęgi nie wiem której. Wielka szkoda, że ta impreza nie może odbyć się trochę później. Trudno! Jakoś to przeżyję! No bo czy mam jakieś inne wyjście? Odpowiedź jest bardzo prosta: nie!
Pozdrawiam!

Poranna przygoda

W środę rano, kiedy byłam w internacie chciałam napić się herbaty. Otworzyłam szufladę, żeby wyjąć z niej łyżeczkę, której chciałam użyć do posłodzenia herbaty. Wyciągnęłam z przegródki wszystkie łyżeczki i podeszłam do stołu, żeby włożyć je do przeznaczonego do tego kubka. Prawie w tym samym momencie, kiedy wkładałam do kubka łyżeczki, moja koleżanka, która siedziała koło mnie krzyknęła:”Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!”.
Okazało się, że włożyłam te łyżeczki do jej kubka z herbatą i potem musiałam je wszystkie płukać. Chechechechechech. No i wszyscy z mojej grupy się z tego śmieli, a ja razem z nimi. A to wszystko dlatego się stało, że tego dnia na stole stała dodatkowa miska z lizakami, Kubek zawsze stał obok miski z jabłkami. Zachaczyłam ręką o miskę sądząc, że to ta, w której były jabłka, a dalszy ciąg historii już znacie.
Takie właśnie miewam przygody.
Pozdro dla wszystkich!

Next Page »