Witajcie Kochani!!!
Mniej więcej 20 minut temu wróciłam do domu, gdyż byłam u babci, a wcześniej na Suwalszczyźnie. Miło spędzałam czas” jeździłam z rodzinką na rowerze i tak dalej. Raz nawet kąpałam się w jeziorku i - szczerze mówiąc - coś mi się wydaje, że to była moja ostatnia kąpiel tego lata.
Tylko jedna rzecz nie pozwalała mi w pełni cieszyć się z tych radosnych momentów. Co to było? Chcecie wiedzieć? Na pewno? No dobra, powiem. Niezmierna tęsknota, co powodowało, iż byłam smutna, a z tym uczuciem było mi ciężko na sercu, więc niekiedy nie miałam najbledszego pojęcia, co ze sobą zrobić, żeby tylko na ten temat nie myśleć. Jednakże po opewnym czasie to mijało, aczkolwiek takowy okres wcale nie był łatwyy do przetrwania. Mimo to starałam się jakoś trzymać, choć nie przychodziło mi to prosto, albowiem raz zdarzyło się tak, iż gdzieś trzy dni pod rząd miałam z tego powodu doła, a jedynie wygadanie się komuś stanowiło na to lekarstwo, a trzeba Wam wiedzieć, że niezawsze znajdowałam ku temu sposobność, bo chyba najbardziej efektowne jest wypisanie się tutaj. Może dlatego, że swoje żale wylewam wówczas przed tak dużą liczbą sympatycznych, jak również rozumiejących mnie w tej kwestii osóbek?
Sądzę, iż to pomaga mi najlepiej ze wszystkiego, lecz cóż, gdy się przez tak długi okres nie ma Neta, to nie można przecież na bierząco prowadzić bloga, a później zbierają się liczne zaległostki, które trzeba ponadrabiać. W przeciwnym razie ta forma mojego internetowego pamiętnika podupadnie, a tego nie chcę.
Teraz opowiem przygodę, która miała miejsce podczas podróży pociągiem do babci. Wyjechałyśmy w czwartek, około godziny 15.30. A tu co? W Białymstoku, na stacji szanowny pojazd się zatrzymuje, ale to jeszcze nic takiego. Stoi, stoi i z jakiejś przyczyny nie rusza. Myślę sobie tak:
“Zaraz pójdę do kierowcy i powiem” proszę pana, jak pan za chwileczkę nie ruszy, to ja ze zniecierpliwienia zniszczę ten pociąg”.
Oczywiście moich przemyśleń nie wprowadziłam w życie, ale naprawdę - za przeproszeniem - myślałam, że szlag jasny mnie trafi.
Potem okazało się, że jacyś ludzie przechodzą z naszego wagonu do innych, a także, że ci z pozostałych idą do nas. To przecież bez sensu, bo skoro podczas jazdy można - w sumie bez żadnego ryzyka - pujść do toalety, to niby dlaczego tak samo nie można przechodzić z wagonu do wagonu? Chyba nigdy nie poznam odpowiedzi na swoje pytanie, trudno, lecz wrócę do wątku głównego.
Wreszcie pociąg - o ile dobrze liczyłam po pół godzinie stania - łaskawie ruszył. Może przesadziłam z tymi nerwami, ale - wierzcie mi - nie miałam niemalże niczego do roboty, a kiedy pojazd stoi, to nudy wydają się jeszcze trudniejsze do zniesienia, także proszę Was o zrozumienie i jednocześnie przepraszam za to, iż mnie trochę poniosło.
Przez tę sytuację do Czyżewa - skąd miała odebrać nas babcia i zawieść do siebie - dojechaliśmy pół godziny później, niż to było w planie.
Około godziny 20 przyjechali też ciocia i wujek, a następnie wujek odjechał, a ciocia została. Wujek przyjechał jeszcze wczoraj wieczorkiem, a dzisiaj wszyscy - o tej samej porze - wyruszyliśmy do stolicy, ponieważ tata przyjechał w południe, aby resztą rodzinki zabrać do stolicy.
Pogoda niezbyt nam dopisała. Tylko wczoraj było dość ciepło, więc wyszłam na dwór. Niestety po upływie jakiegoś czasu rospadał się deszcz, wskutek czego zrobiło się zimno i musiałam wrócić do domu.
Generalnie rzecz biorąc okropnie się nudziłam, co - niestety - dawało głowie ogromną szansę do częstej nostalgii, a to nie jest wcale miłe uczucie.
Wczoraj przed kolacją wszyscy - oprócz mnie - oglądali zdjęcia, zamieszczone w zdecydowanej większości w albumach. Towarzyszyły temu wspomnienia z różnych zakresów, w kttórych brałam duży udział. Natomiast podczas kolacji wciąż toczyła się interesująca rozmowa. Rano - tego samego dnia - była u nas inna ciocia i przyniosła nam słodycze.
Tak to nic szczególnego się nie wydarzyło. Pisałam esemeski z Magdąwroclaw, Asiąkowalską, a ponadto wielokrotnie rozmawiałam z agą-1990 przez telefon. Złapałyśmy ze sobą wspaniały kontakt, takie jest moje zdanie.
Jednakże przez Klango takie kontakty są znacznie mniej ograniczone.
Pozdrawiam Was pogodnie - wszystkich ogółem i każdego z osobna!
Na koniec chciałabym bardzo serdecznie podziękować Asi Kowalskiej, Kasidoj, adze-1990 i paru innym sympatycznym osóbkom za wsparcie i to, że mogłam im się wygadać w chwilach, gdy tęsknota szczególnie mocno mi doskwierała!
Trzymajcie się, Najmilsi!